Trakcja najtańsza w przetargu, firmy licytują setki milionów złotych.

Jarek Michalski

Przetargi na tak gigantyczne kontrakty drogowe to zawsze pole bitwy, na którym pieniądze i ambicje ścierają się z inżynierską precyzją. Ostatnio na jaw wyszły kwoty, jakie giganci budowlani wyhaczyli za realizację pewnych kluczowych projektów – liczby, które przyprawiają o zawrót głowy nawet najbardziej doświadczonych analityków rynku. Czy niższe oferty zawsze gwarantują lepszą jakość, czy może mamy do czynienia z klasycznym wyścigiem na najniższą cenę, którego skutki odczujemy za kilka lat na własnych zawieszeniach?

Wojna cenowa w branży drogowej: Kto zaoferował najmniej za metry kwadratowe asfaltu?

Kiedy w grę wchodzą miliardy złotych, a w tle majaczą wizje nowoczesnej infrastruktury, konkurencja staje się brutalna. Przetargi na duże inwestycje drogowe, te, o których później rozmawiają wszyscy kierowcy, generują oferty o wartościach, które łatwo pomylić z PKB mniejszych państw. Analiza złożonych propozycji wskazuje, że różnice w wycenach pomiędzy liderami rynku są znaczące, co rodzi pytania o marże i potencjalne ryzyka wykonawcze.

Przyjrzyjmy się, jak rozłożyły się akcenty finansowe w ostatnim kluczowym postępowaniu przetargowym. Zestawienie jest fascynujące, bo pokazuje, jak różnie firmy wyceniają ryzyko i złożoność techniczną. Na samym dole tej cenowej drabiny, najkorzystniejszą ofertę złożyła firma Trakcja. Ich propozycja opiewała na kwotę: 602 108 855,86 zł. To jest pułap, który dla wielu mógł okazać się punktem odniesienia.

Jednak zaraz za nimi plasuje się silne konsorcjum. Mowa o firmach Aldesa Construcciones Polska i Aldesa Construcciones, które zamknęły wycenę na pułapie 615 836 882,86 zł. W segmencie wielomiliardowych kontraktów, różnica kilkunastu milionów to często margines błędu, ale w tym wypadku jest to wyraźny sygnał agresywnej strategii cenowej.

Kto celował w środek stawki, a kto postawił na pewność portfela?

Nie wszyscy decydują się na brawurową walkę cenową. Niektórzy wykonawcy, świadomi skali przedsięwzięcia i potencjalnych problemów geologicznych czy logistycznych, wolą zabezpieczyć się solidniejszym budżetem.

Tuż za czołówką cenową plasują się PORR i P.H.U.B. Piotr Pawlica, proponując 624 798 180,00 zł. Jest to oferta stanowiąca swoisty kompromis między ceną a, jak można przypuszczać, bezpieczeństwem finansowym projektu.

Z kolei Mostostal Warszawa wycenił ten sam zakres pracy na nieco wyższą kwotę: 638 148 260,40 zł. To już spore odchylenie od najniższej oferty, co automatycznie stawia to przedsiębiorstwo za faworytami patrząc na sam aspekt oszczędności budżetowych zamawiającego.

Co jednak ciekawe, nie brakowało też propozycji, które znacznie odbiegały od średniej rynkowej, co zmusza do zastanowienia się nad realiami wykonawczymi. Na przykład, Rubau Polska, Construcciones Rubau, Balzola Polska i LANTANIA w swoim konsorcjum zaproponowali 647 987 234,98 zł. Patrząc na to, jak wiele prac deweloperskich i infrastrukturalnych realizują te firmy, ich wycena wydaje się być rynkowo uzasadniona, choć oczywiście droższa niż oferty z najniższej półki.

Kiedy cena rośnie do poziomu 700 milionów: Luksus czy konieczność inżynieryjna?

Im wyżej w tym zestawieniu, tym bardziej zastanawiamy się, czy tak duża różnica w cenie wynika z lepszej technologii, większego doświadczenia w trudnych warunkach, czy po prostu z mniejszej skłonności do agresywnego „obcinania” marży.

Duna Polska wkroczyła z wyceną na poziomie 675 184 722,99 zł, co stawia ją wyraźnie w górnej części tabeli. Podobnie, Strabag, znany europejski potentat, przedstawił propozycję na 681 744 501,06 zł. Te kwoty sugerują albo bardziej kompleksowe podejście do ryzyka, albo po prostu inne kalkulacje kosztów stałych.

Nie możemy ignorować Polaqua, która zamknęła się w kwocie 699 735 483,01 zł. Znajdujemy się już blisko granicy 700 milionów złotych.

Na drugim końcu skali, tuż przed absolutnym liderem cenowym, uplasował się Budimex z ofertą 722 730 390,09 zł. To pokazuje, że niektórzy giganci wolą być bezpieczni, niż ryzykować wykonanie projektu niemal „po kosztach”.

Absolutnym rekordzistą minimalnej akceptowalnej (lub maksymalnej zaproponowanej przez chętnych) stawki okazał się Intercor z kwotą 749 315 503,25 zł. Taka różnica między najtańszą, a najdroższą ofertą (prawie 150 milionów złotych!) w jednym przetargu to gotowy materiał na wielogodzinne dyskusje i audyty. To, co w oczach zamawiającego może być postrzegane jako oszczędność rzędu setek milionów, dla wykonawcy może oznaczać przepaść dzielącą udany, rentowny kontrakt od katastrofy finansowej.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze