USA: kierowcy ciężarówek kontrolowani za hamowanie silnikiem.

Jarek Michalski

Czy świadomie marnujesz żywotność swoich hamulców, zamiast wykorzystać darmową siłę silnika? Hamowanie silnikiem to nie tylko miejska legenda wśród kierowców, ale zaawansowana technika wpływająca na bezpieczeństwo i koszty eksploatacji auta. Przyjrzymy się, dlaczego warto powrócić do korzeni i jak różne systemy hamowania wspomagają ten proces, nawet jeśli w niektórych okolicznościach może to wywołać… wezwanie policji.

Dlaczego hamowanie silnikiem to prawidłowa technika jazdy?

Większość kierowców, zwłaszcza w codziennej, płaskiej jeździe miejskiej, ma odruch: gaz do dechy, a kiedy trzeba zwolnić – nacisk na pedał hamulca. To proste, ale nie zawsze optymalne. Dobry kierowca, ten, który myśli o technice prowadzenia pojazdu, wie, że hamowanie silnikiem to po prostu lepsza szkoła jazdy.

Kiedy zwalniamy, redukując bieg (oczywiście mowa o skrzyniach manualnych, ale nie tylko), jednostka napędowa zaczyna pracować w innym trybie. Świadomie lub nie, zmuszamy silnik do utrzymania wyższych obrotów niż na biegu jałowym, a co za tym idzie – generuje on opór. Ten opór jest darmowy dla naszego portfela i układu hamulcowego. W ten sposób zmniejszamy prędkość, ale jednostka napędowa nie zużywa w ogóle paliwa, zaś klocki i tarcze hamulcowe nie zużywają się niepotrzebnie.

To kluczowe na długich, stromych zjazdach, gdzie ryzyko „wyparowania” hamulców (tzw. fading) jest realne. Tam, gdzie klocki tarczowe tracą swoją efektywność z powodu przegrzania, hamowanie silnikiem zapewnia stałą, kontrolowaną redukcję prędkości. Ta technika „lepiej pozwala utrzymać także stabilność pojazdu i daje nad nim większą kontrolę”, co jest nieocenione, gdy auto jest obciążone lub warunki atmosferyczne są trudne.

Po co ciężarówki mają „hamulce górskie”? Rozszyfrowujemy retardery

Skoro hamowanie silnikiem jest tak logiczne, dlaczego w pojazdach ciężarowych, które najmocniej cierpią na stromych zjazdach, montuje się zaawansowane systemy? Odpowiedź tkwi w skali problemu – masa zestawu wymaga potężnej siły hamującej, której same klocki by nie utrzymały.

Producenci stosują różne rodzaje retarderów, czyli zwalniaczy, „pozwalających na spowolnienie pojazdu bez angażowania układu hamulcowego”. W przypadku ciężarówek i autobusów często spotykamy się z tymi rozwiązaniami:

  • Silnikowe
  • Hydrokinetyczne
  • Elektromagnetyczne
  • Elektryczne
  • Cierne

Chociaż ciekawe są zaawansowane systemy magnetyczne czy hydrauliczne, to najczęściej „kością niezgody” w kontekście hałasu jest ten najprostszy, bazujący na silniku: hamulec dekompresyjny.

Pedał w dół, ale czy na pewno mandaty za hamowanie silnikiem to przeszłość?

W Polsce, używanie hamowania silnikiem jest powszechnie akceptowane i zalecane jako element bezpiecznej jazdy. Jednak amerykański przykład z miejscowości Avoca w stanie Iowa pokazuje, że to, co dla kierowcy jest ratunkiem dla hamulców, dla lokalnej społeczności może być piekłem dla uszu.

W Avoca ulica po około 800 metrach ma wyraźny spadek, zmuszający kierowców do zredukowania prędkości z 72 do 56 km/h, a na końcu zjazdu czeka łuk ograniczony do 40 km/h. Kierowcy ciężarówek, chcąc uniknąć przegrzania tarcz, sięgali po to, co mieli pod ręką: dekompresyjne hamulce silnikowe, potocznie zwane „jake brake”.

A jak działa ten mechanizm? „Polega na otwieraniu zaworów wydechowych tuż przed końcem suwu sprężania. Takie przedwczesne uwolnienie sprężonych gazów z cylindrów spowalnia ruch tłoka, a więc i pracę jednostki napędowej, spowalniając w konsekwencji pojazd.” Brzmi technicznie i skutecznie? Owszem. Ale jest strasznie głośne.

Mieszkańcy mieli dość. Ich batalią stało się monitorowanie hałasu. W trakcie testów systemu kamer i mikrofonów zarejestrowano 183 przypadki zbyt głośnych pojazdów, a system ma zacząć działać na stałe. Szykują się mandaty.

Ta sytuacja stawia kierowców w kuriozalnej sytuacji. „Sam kierowca nie ma wpływu na głośność jego działania, ani nawet nie wie, kiedy jest ona za duża.” Czyżbyśmy mieli zjeżdżać ze stromych wzniesień, ryzykując utratę kontroli nad pojazdem przez awarię hamulców, obawiając się kary za użycie homologowanego elementu bezpieczeństwa? To prawdziwy dylemat prawny i techniczny, gdzie lokalne przepisy, wymierzone w hałas, wchodzą w konflikt z fundamentalnymi zasadami bezpiecznej eksploatacji pojazdów ciężarowych. Z jednej strony walka mieszkańców o spokój, z drugiej – kierowcy obawiający się o swoje tarcze i bezpieczeństwo na zjeździe.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze