Wojna technologiczna na drogach? Nagłe doniesienia o zakazie wjazdu dla chińskich samochodów na tereny wojskowe wywołały burzę wśród kierowców i żołnierzy. Czy nasze nowoczesne auta, naszpikowane elektroniką, stały się nagle narzędziem wywiadowczym? Ministerstwo Obrony Narodowej potwierdza zainteresowanie SKW, a analitycy wskazują na globalny dylemat związany z danymi zbieranymi przez „smartfony na kółkach”.
Chińskie auta na cenzurowanym: Czy wojsko boi się szpiegostwa z napędem elektrycznym?
Ostatnie tygodnie przyniosły falę niepokoju w środowiskach związanych z Wojskiem Polskim i użytkownikami pojazdów wyprodukowanych w Chinach. Plotki o nagłym zakazie wjazdu dla tych aut na teren jednostek wojskowych szybko nabrały oficjalnego rumoru. Powód? Obawy przed nieautoryzowanym transferem wrażliwych danych na serwery poza granicami kraju, potencjalnie dostępne dla władz Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL). To nie jest już tylko kwestia zaufania do producenta; to zahacza o fundamentalne kwestie bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej.
W MON potwierdzono, że sprawą aktywnie interesuje się Służba Kontrwywiadu Wojskowego (SKW). W kontekście nowoczesnej motoryzacji, gdzie każda kamera, każdy sensor LiDAR i każde połączenie z siecią 5G to potencjalny wektor ataku lub punkt zbierania informacji, podejrzenia te nabierają realnego wymiaru.
Kamery, GPS i tajemnice państwowe: Co reguluje prawo?
Sprawa wjazdu na tereny wojskowe wykracza poza samą markę pojazdu. Jak tłumaczą przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej, problemem jest technologia rejestrowania otoczenia. Przepisy, w tym ustawa o obronie Ojczyzny z 11 marca 2022 roku oraz rozporządzenia MON z 8 sierpnia 2025 roku, wprowadzają rygorystyczne zasady dotyczące utrwalania obrazu na terenach wrażliwych.
Przedstawiciele MON jasno wskazują:
„Zakaz obejmuje również ruchomości oraz wizerunek osób, znajdujących się w tych obiektach, dlatego dotyczy też m.in. wszystkich pojazdów, które są wyposażone w rejestratory obrazu i dźwięku.”
Oznacza to, że formalnie, problem może dotyczyć każdego samochodu wyposażonego np. w wideorejestrator, kamerę cofania czy systemy wspomagania jazdy, zdolne do ciągłego zapisu. Decyzja, jak się okazuje, leży w gestii lokalnego dowódcy.
„Zgodnie z obowiązującymi przepisami dowódca (kierownik, komendant) jednostki wojskowej ma prawo podejmować autonomiczną decyzję udzielenia zgody lub odmowy w tym zakresie” – wyjaśnia MON.
Dla żołnierza posiadającego auto z Chin, którego oprogramowanie budzi poważne wątpliwości wywiadowcze, wizyta w jednostce może być utrudniona, jeśli dowódca zdecyduje się na zero tolerancji. To przenosi dyskusję z poziomu plotek na grunt egzekwowania prawa ochrony informacji niejawnych i infrastruktury krytycznej.
„Smartfony na kółkach”: Europa bezbronna wobec chińskiej inwigilacji?
Zagrożenie to nie jest odosobnione. Ośrodek Studiów Wschodnich (OSW) w swoim raporcie autorstwa Pauliny Uznańskiej zasygnalizował globalny fenomen: nowoczesne pojazdy, zwłaszcza te z segmentu chińskiego, funkcjonują jak zaawansowane centra gromadzenia danych. Te pojazdy nie tylko nawigują; one skanują otoczenie, geolokalizują się i przesyłają te informacje w czasie rzeczywistym.
Problem, jak słusznie podkreśla raport OSW, nie leży w samej obecności technologii – kamery i GPS ma dziś każdy nowy SUV – ale w docelowym miejscu zapisu i dystrybucji tychże danych.
W raporcie zatytułowanym „Smartfony na kółkach” Uznańska zwraca uwagę, że same władze ChRL wskazują na inteligentne samochody jako na „fundamentalne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa” i „akcentują przy tym ryzyko wycieku tajemnic państwowych, zbierania danych o infrastrukturze krytycznej i instalacjach wojskowych oraz transferu za granicę wrażliwych informacji o funkcjonowaniu gospodarki i społeczeństwa”.
Paradoksalnie, podczas gdy Pekin aktywnie reguluje, które dane z aut mogą opuszczać kraj (wprowadzając kompleksowy system kontroli i zakaz transferu wrażliwych informacji), Europa pozostaje w tej kwestii w dużej mierze bezradna. Brak spójnych przepisów dotyczących zbierania danych przez pojazdy sprawia, że jesteśmy na niekontrolowanym, cyfrowym froncie.
Dla przykładu, chińskie władze, dbając o własne interesy, nie szczędziły środków na kontrolę zagranicznych gigantów. W raporcie czytamy, że do niedawna europejskie i amerykańskie pojazdy Tesli produkowane w Szanghaju podlegały surowym, choć nieoficjalnym, restrykcjom, dotyczącym parkowania i poruszania się w pobliżu obiektów rządowych czy podczas wydarzeń z udziałem kierownictwa partii. Dopiero po gruntownych testach w 2024 roku chiński certyfikat przyznano pojazdom z Szanghaju.
Kontrola zdalna i nieoczekiwane awarie – czy to tylko domena Chin?
Kwestia danych to jedno, ale druga sprawa to możliwość zdalnej interwencji w działanie pojazdu. W kontekście motoryzacji popularnej w Polsce coraz częściej pojawiają się obawy dotyczące komunikacyjnych modułów SIM instalowanych nawet w autobusach z Chin.
Pośrednio, choć nie dotyczy to bezpośrednio chińskich aut osobowych, warto przywołać incydent z Rosji, gdzie w grudniu masowo odmówiły posłuszeństwa samochody Porsche (Cayenne, Macan, Panamera), wyposażone w system śledzenia VTS. Rosyjskie media sugerowały wówczas celowe unieruchomienie pojazdów przez niemieckiego producenta, co idealnie ilustruje, jak łatwo zaawansowana telematyka może zostać wykorzystana do blokowania ruchu, czy to w celach politycznych, czy w skutek błędu w aktualizacji oprogramowania rozsyłanego na dużą skalę. To twardy dowód na to, że kluczyk do naszego transportu może leżeć w chmurze.
Dopóki Europa nie stworzy równie solidnych ram prawnych jak Pekin, każda decyzja o wpuszczeniu pojazdu z danymi na teren wrażliwy będzie obarczona ryzykiem. Wytyczne SKW i surowość dowódców wojskowych wydają się być jedynie pierwszą, defensywną linią obrony w tej technologicznej partii szachów.
