Czyżby Twoje „młode” auto z 2014 roku było gorsze niż 20-letni wrak? Przerażające statystyki rynków wtórnych wskazują, że jakość nowych samochodów drastycznie spada. Przeglądy techniczne modeli z ostatniej dekady ujawniają szokujące wady, które stawiają pod znakiem zapytania nowoczesne technologie. Zastanawiasz się, co kupić na rynku wtórnym? Lepiej najpierw zobacz, które marki lądują na samym dnie.
- Najgorsze 10-letnie samochody używane: Kto zawodzi najbardziej?
- Co najczęściej psuje się w używanych samochodach? Oświetlenie wygrywa (niestety)!
- Dlaczego Dacia i Tesla wypadają tak słabo? To nie tylko oszczędności i innowacje
- Marki godne zaufania: Kto trzyma się kurczowo standardów?
- Dlaczego samochody produkowane dzisiaj są gorsze? To mieszanka ekonomii i fizyki
Najgorsze 10-letnie samochody używane: Kto zawodzi najbardziej?
Analiza samochodów osobowych nie starszych niż dziesięć lat, czyli modeli z roczników 2014 do 2024, które masowo trafiają na rynek wtórny – często jako poleasingowe perełki – przynosi brutalny obraz sytuacji. Zamiast oczekiwać, że nowsze konstrukcje będą lepsze, statystyki przeglądów pokazują coś zupełnie odwrotnego. Średni odsetek samochodów z drobnymi usterkami lub ogólną odmową dopuszczenia do ruchu wyniósł 23 procent. Jednak dwie marki wypadły dramatycznie, rzucając cień na całą branżę.
Na szczycie niechlubnego rankingu, niczym zdobywca złotego medalu za awaryjność, uplasowała się Dacia z wynikiem 48 procent aut, które nie przeszły przeglądu lub otrzymały poważne uwagi. To oznacza, że statystycznie niemal co drugi egzemplarz tej marki ma dziś poważny problem techniczny. Co gorsza, sama kategoria odmowy dopuszczenia do ruchu dotyczy aż 35 procent badanych Dacii.
Tuż za rumuńską marką, w elektryzująco słabym duecie, plasuje się Tesla z wynikiem 39 procent aut z problemami, z czego 33 procent zostało zdyskwalifikowanych. Fakt, że blisko cztery na dziesięć samochodów Tesli nie przechodzi przeglądu bez zastrzeżeń, jest co najmniej szokujący, biorąc pod uwagę aurę zaawansowanej technologii, która otacza tę markę. Podobne sygnały ostrzegawcze dotyczące awaryjności płyną z Niemiec, na przykład z raportów TUV.
Dla kontrastu, jako punkty odniesienia, świetnie wypadają marki, gdzie problemy stwierdzono u raptem niewielkiego odsetka pojazdów: Lynk & Co (8 procent), Polestar (11 procent) i Porsche (10 procent). Chociaż w przypadku Lynka i Polestara trzeba zaznaczyć, że są to auta bardzo młode, trudniej o taką wymówkę w przypadku Porsche.
Co najczęściej psuje się w używanych samochodach? Oświetlenie wygrywa (niestety)!
Dane z przeglądów technicznych nie tylko wskazują winnych, ale precyzyjnie lokalizują palące problemy współczesnych aut. Okazuje się, że najbardziej frustrującym elementem stają się reflektory. Ponad 64 tysiące pojazdów otrzymało uwagi, a nawet odmowę podbicia przeglądu, właśnie z powodu oświetlenia.
Na drugim miejscu, co nie dziwi nikogo, kto miał do czynienia z gwałtownym hamowaniem, znalazły się hamulce – ponad 54 tysiące przypadków. Dalej w tym nieciekawym zestawieniu plasują się elementy podwozia i osprzętu: hak holowniczy (prawie 30 tysięcy), przeguby kulowe zawieszenia (ponad 26 tysięcy) oraz opony (ponad 20 tysięcy).
Co istotne, problemy z oświetleniem nie są tylko kwestią starych żarówek. Eksperci ze stacji kontroli pojazdów donoszą, że kłopoty z reflektorami wzrosły o niemal 18 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. To może oznaczać nieprawidłowo zamontowane nowoczesne źródła światła LED lub po prostu zmatowiałe, ale wciąż stosunkowo nowe, klosze lamp.
Dlaczego Dacia i Tesla wypadają tak słabo? To nie tylko oszczędności i innowacje
Skupmy się na outsiderach. W przypadku Dacii, słabe wyniki rozkładają się na całe spektrum usterek, ale szczególnie źle marka radzi sobie z oświetleniem. Jak zauważono, co dziesiąty samochód tej marki ma uwagi do reflektorów, gdy średnia dla całej populacji to zaledwie trzy procent! Do tego dochodzą problemy z elementami zawieszenia – przegubami i drążkami kierowniczymi – oraz hamulcami. To klasyczna mieszanka taniej eksploatacji i oszczędności na komponentach.
Tesla natomiast prezentuje inny profil problemów. Jej ownerzy zgłaszają kłopoty głównie z oświetleniem przeciwmgłowym i głównymi reflektorami, ale także z zawieszeniem (drążki kierownicze) i hamulcami. Choć to elektryk, problemy z oponami są zgłaszane dwukrotnie częściej niż w autach spalinowych. Specjaliści tłumaczą to połączeniem wysokiej mocy, agresywnego przyspieszenia i intensywnego wykorzystania rekuperacji, która specyficznie obciąża ogumienie.
Być może klucz do słabych wyników leży w filozofii serwisowania. Jak zauważa Magnus Moberg, dyrektor techniczny sieci stacji Besikta, w Tesli brakuje wymuszonych interwałów serwisowych. W tradycyjnych markach regularne wizyty w ASO wyłapują drobne usterki, zanim staną się one podstawą do odmowy dopuszczenia do ruchu podczas przeglądu. W Teslach problemy się kumulują.
Marki godne zaufania: Kto trzyma się kurczowo standardów?
Na szczęście, rynek wtórny nie jest polem minowym. Istnieją producenci, których dziesięcioletnie, a nawet starsze, auta nadal prezentują się nienagannie na stacjach kontroli.
Wśród marek z dłuższą historią na rynku dominują Audi i Lexus (po 14 procent aut z problemami), a tuż za nimi plasują się Volvo (16 procent) oraz historycznie solidne marki, takie jak BMW i Volkswagen (po 17 procent).
Warto przyjrzeć się Szwedom. Volvo często nie wygrywa ankiet satysfakcji właścicieli, ale w statystykach przeglądowych radzi sobie znakomicie. Tylko co dziesiąte Volvo nie przechodzi badania bez zarzutu, podczas gdy dla Peugeota ta proporcja jest dwukrotnie wyższa. Co więcej, Volvo jako jedna z nielicznych marek utrzymała swój wynik z poprzedniego roku, podczas gdy Opel, Ford, Nissan i Peugeot pogorszyły swoje rezultaty o ponad dziesięć procent w zaledwie dwanaście miesięcy!
Dlaczego samochody produkowane dzisiaj są gorsze? To mieszanka ekonomii i fizyki
Dlaczego, u licha, samochody stają się coraz gorsze? Eksperci wskazują na kilka trendów, które składają się na ten niepokojący obraz.
Po pierwsze, to wydłużane interwały serwisowe. Producenci, w pogoni za niższymi kosztami eksploatacji deklarowanymi przez klienta, wydłużają okresy między wizytami serwisowymi. Skutek? Usterki technologiczne wychodzą na jaw dopiero podczas obowiązkowego przeglądu.
Po drugie, czynniki makroekonomiczne. Jak podkreśla wspomniany Magnus Moberg:
W trudnych czasach ludzie ograniczają wydatki, co odbija się na stanie technicznym pojazdów.
Mniej konserwacji, opóźniane naprawy – to przepis na awarię.
Wreszcie, mamy do czynienia z nową fizyką pojazdów zelektryfikowanych. Problemy z hamulcami mają tu dodatkowe podłoże: intensywna rekuperacja sprawia, że tradycyjne klocki i tarcze są używane rzadko. Paradoksalnie, to może przyspieszać ich degradację przez korozję. Dodatkowo, coraz większa masa hybryd i aut elektrycznych kładzie się cieniem na elementach zawieszenia – wahacze i przeguby są po prostu bardziej obciążone. Badanie jednoznacznie potwierdza: im młodszy rocznik, tym mniej problemów. Auta z 2024 roku mają raptem 9 procent usterek, podczas gdy rocznik 2014 to już 35 procent. Tempo degradacji jest alarmujące.
