Wiadomości z tyskiej fabryki FCA (obecnie Stellantis) nie napawają optymizmem. Po decyzji o likwidacji trzeciej zmiany produkcyjnej, która oznacza redukcję zatrudnienia o ponad 700 osób, rozpoczął się gorący spór na linii pracownicy kontra zarząd. Stronę społeczną niepokoi nie tylko wysokość oferowanych odpraw, ale przede wszystkim metoda, z jaką pracodawca planuje realizować program dobrowolnych odejść (PDO).
Wojna na liczby: Związki chcą 36 pensji, pracodawca rzuca 24
Likwidacja trzeciej zmiany w Stellantis Tychy to kolosalna zmiana organizacyjna, która zredukuje załogę z około 2400 do 1700 pracowników. Wraz z tym sygnałem, ruszył formalny proces negocjacji dotyczących Programu Dobrowolnych Odejść (PDO). I tu zaczynają się schody. Związkowcy, zdeterminowani, by zabezpieczyć odchodzących pracowników na jak najlepszych warunkach finansowych, postawili sprawę jasno: żądają rekompensaty w wysokości maksymalnie 36 miesięcznych wynagrodzeń.
Odpowiedź dyrekcji okazała się jednak zaskakująco chłodna i daleka od propozycji związków. Przedstawiono ofertę, która budzi poważne kontrowersje:
Ze strony dyrekcji padła propozycja dotycząca odprawy w wysokości 24 miesięcznych pensji dla pracowników, których staż pracy w spółkach należących obecnie do Stellantisa przekracza 30 lat
Związkowcy natychmiast dostrzegli tu gorzki smak znany już z przeszłości. Ich zdaniem, proponowane mechanizmy to niemal idealna kalka rozmów prowadzonych przy wygaszaniu produkcji w nieistniejącej już fabryce Fiat Powertrain w Bielsku-Białej. Dla wielu osób, szczególnie tych z długim stażem, różnica między 36 a 24 pensjami to ogromna różnica w finansowej poduszce bezpieczeństwa.
Czy „dobrowolne odejście” to nowa forma presji? Związki alarmują
Najbardziej niepokojącym elementem tej restrukturyzacji, według strony społecznej, nie są same liczby, a metodyka wdrażania PDO. W dotychczasowej praktyce, to pracownik z własnej inicjatywy zgłaszał chęć skorzystania z odprawy. Teraz mechanizm ma zostać odwrócony, co rodzi poważne obawy natury psychologicznej.
Jak relacjonuje przedstawiciel związków:
Niepokoi nas niepisany przymus, który pracodawca chce zastosować. Do tej pory było tak, że pracownicy dobrowolnie zgłaszali się do programu dobrowolnych odejść. Zgodnie z najnowszą propozycją teraz to pracodawca chce w pierwszej kolejności wzywać pracowników na spotkanie z dyrekcją i przedstawiać im propozycję skorzystania z programu
W praktyce, jak interpretuje to strona związkowa, taka procedura może stanowić formę nacisku psychologicznego. Pracownik wezwany na „prywatną rozmowę” z dyrekcją, w której przedstawiona mu jest oferta PDO, jest automatycznie stawiany przed alternatywą: wziąć odprawę w ramach programu albo liczyć się z potencjalnie znacznie gorszym scenariuszem, jeśli nie uda się zawrzeć porozumienia zbiorowego.
Dla tych, którzy zdecydują się nie skorzystać z PDO, pozostaje znacznie mniej zachęcająca perspektywa, czyli trzy odprawy kodeksowe. Konfrontacja między opcją „względnie dobrej” odprawy a minimalnym zabezpieczeniem prawnym jest klasycznym przykładem miękkiego wymuszenia decyzji.
Emeryci na pierwszej linii ognia: Redukcja odpraw za staż
Kolejny punkt zapalny dotyczy załogi, której brakuje zaledwie kilku lat do zasłużonej emerytury. Związki twierdzą, że obecne propozycje drastycznie osłabiają ochronę tej grupy pracowników, mimo ich lojalności wobec firmy przez dziesięciolecia.
Propozycja pracodawcy w tym zakresie jest szczególnie kontrowersyjna:
W ich przypadku pracodawca zaproponować miał obniżenie wysokości odprawy o liczbę miesięcy brakujących do osiągnięcia wieku emerytalnego
Oznacza to, że pracownik, który jest na przykład 12 miesięcy przed osiągnięciem wieku emerytalnego, traci równowartość tych 12 pensji z puli PDO. Dla kogoś, kto przepracował w fabryce 30 lat, taka „kara” za bliskość emerytury wydaje się być jaskrawym przykładem nieprzychylności i cięcia kosztów kosztem najmniej mobilnych pracowników.
Czas ucieka: 20 dni na zawarcie porozumienia
Zgodnie z procedurami, związki zawodowe mają 20 dni na wypracowanie porozumienia z zarządem FCA Poland. Kolejne rozmowy zaplanowane są na bieżący tydzień, co oznacza, że temperatura sporu z pewnością nie spadnie.
Kluczowe terminy są nieubłagane. Jeśli w ciągu tych 20 dni nie dojdzie do konsensusu, dyrekcja ma prawo jednostronnie wdrożyć własny regulamin zwolnień indywidualnych. To stawia związkowców pod ogromną presją, ponieważ brak porozumienia oznacza utratę prawa do realnego wpływu na warunki odejścia z firmy dla setek osób.
Tyski zakład Stellantis, produkujący obecnie modele takie jak Alfa Romeo Junior, Jeep Avenger i w mniejszym stopniu Fiata 600, pozostaje ważnym ogniwem europejskiej produkcji koncernu. Jednak te zwolnienia, motywowane globalną korektą zatrudnienia i zmianami popytu rynkowego, pokazują, że nawet strategiczne zakłady w Polsce nie są odporne na cięcia nakazane z centrali.
