Pierwsze słoneczne, a co za tym idzie, zdradliwe dni w pełni obnażają nasze braki w temacie bezpieczeństwa na drogach. Niepokojące zdarzenie z Jankowic, gdzie auto potrąciło nieletnią użytkowniczkę e-hulajnogi na przejściu dla pieszych, to bolesne przypomnienie, jak kruche są granice między codzienną przejażdżką a tragedią. Sprawa ta rzuca światło nie tylko na winę kierowcy, ale przede wszystkim na chaos prawny i brak świadomości dotyczący nowych regulacji dla mikromobilności.
Piesi, rowerzyści, czy może jeźdźcy? Dramat na przejściu w Jankowicach
Sytuacja, która rozegrała się w Jankowicach (powiat pszczyński), na ulicy Żubrów, to klasyczny przykład tego, jak szybko może dojść do eskalacji zagrożenia. Po godzinie 16:00, 47-letnia kobieta kierująca Kią na oznakowanym przejściu dla pieszych potrąciła 11-letnią dziewczynkę. To, co jest kluczowe w tej historii – i co budzi kontrowersje – to fakt, że dziecko poruszało się hulajnogą elektryczną.
Nieletnia mieszkanka Jankowic bez wątpienia złamała kilka reguł. Po pierwsze, nie posiadała wymaganych uprawnień do kierowania e-hulajnogą. Po drugie, co równie istotne w kontekście bezpieczeństwa, nie miała na głowie kasku ochronnego. Jak informuje policja, kierująca samochodem była trzeźwa, a na miejsce szybko wezwano służby, które udzieliły pomocy poszkodowanej. Policjanci obecnie szczegółowo wyjaśniają okoliczności tego nieszczęśliwego wypadku.
11-latka bez uprawnień. Czy hulajnoga elektryczna to zabawka dla każdego?
Niestety, wypadki z udziałem e-hulajnóg coraz częściej pokazują, że dla wielu użytkowników, zwłaszcza tych młodszych, te urządzenia traktowane są jak przedłużenie nóg, a nie jako pojazdy podlegające określonym regulacjom. A przepisy w tym zakresie są, delikatnie mówiąc, precyzyjne i coraz bardziej restrykcyjne.
Musimy jasno to sobie powiedzieć: hulajnoga elektryczna to nie zabawka. Zgodnie z obowiązującym prawem, aby legalnie poruszać się po drogach publicznych e-hulajnogą, trzeba mieć ukończone co najmniej 13 lat. Dodatkowo, wymagana jest karta rowerowa lub prawo jazdy kategorii AM, A1, B1 albo T. Oznacza to, że 11-latka, choćby nie wiem jak sprawna, nie miała prawa samodzielnie korzystać z tego środka transportu na drodze. Nawet te kilkanaście lat na karku nie zwalnia z odpowiedzialności za bezpieczeństwo.
Kolejny kluczowy element, który stawia pod znakiem zapytania zachowanie dziewczynki, dotyczy samego przejścia dla pieszych. Kierujący e-hulajnogą, podobnie jak rowerzysta, jest zobowiązany do zejścia z pojazdu i przeprowadzenia go przez przejście, chyba że jest tam wyraźnie wyznaczony przejazd dla rowerów. Czy ta zasada jest powszechnie znana? Pewnie nie. Za jej złamanie grozi mandat karny w wysokości od 50 do 100 złotych, co w obliczu potrącenia ma już drugorzędne znaczenie, ale podkreśla skalę zaniedbań regulacyjnych.
Przyszłość mikromobilności: Kiedy nadzór rodzicielski stanie się twardym prawem
Właśnie z uwagi na podobne incydenty, prawo motoryzacyjne i regulacje dotyczące tzw. UTO (urządzeń transportu osobistego) zaostrzają się. Mając na uwadze tragedie na przejściach i ścieżkach, ustawodawcy wprowadzają zmiany, które mają wymusić większą dyscyplinę – najczęściej pod pretekstem ochrony najsłabszych.
Kluczowa data, o której musi pamiętać każdy rodzic i każdy pełnoletni użytkownik, to 3 marca 2026 roku. Od tego momentu przepisy staną się bezlitosne: jazda hulajnogą elektryczną będzie dopuszczalna wyłącznie dla osób, które ukończyły 13 lat i posiadają wspomniane uprawnienia. Młodsze dzieci – po prostu – nie mają na nich jeździć. Tyle i aż tyle.
Ale to nie koniec rewolucji. Już 3 czerwca 2026 roku wchodzi w życie regulacja, która uderza we wszystkich poniżej 16. roku życia: obowiązkowy kask. Tak, kask ochronny przestaje być „zalecany”; staje się twardym wymogiem prawnym, tak samo jak dla rowerzystów. Jeśli tacy użytkownicy zostaną przyłapani bez niego, to nie lada problem, ale pamiętajmy – jeśli dojdzie do wypadku, konsekwencje finansowe i prawne poniosą rodzice lub opiekunowie. Zatem, drodzy rodzice, pilnujcie, by kask był nie tylko na nogi, ale przede wszystkim na głowę waszych pociech.
Gdzie zatem wolno nam tymi elektrycznymi diabłami jeździć, skoro chodnik jest tylko opcją awaryjną? Priorytetem jest droga dla rowerów lub droga dla rowerów i pieszych. Jeśli ich brakuje, droga z dopuszczalną prędkością do 30 km/h. Na jezdni, gdzie ograniczenie jest wyższe, korzystanie z chodnika jest dozwolone, ale tu panuje nadrzędna zasada: prędkość musi być zbliżona do pieszego, a my, jako użytkownicy UTO, musimy bezwzględnie ustępować mu pierwszeństwa. To nie jest skomplikowane, ale w praktyce wydaje się dla wielu nieosiągalne.
