Wzrost cen parkowania w miastach: śródmiejskie strefy droższe w weekendy.

Jarek Michalski

Nowe przepisy otwierają puszkę Pandory dla kierowców w polskich miastach. Śródmiejskie strefy płatnego parkowania (ŚSPP) zyskują na znaczeniu, a samorządy zyskują narzędzie, które pozwala im drastycznie podnieść ceny postoju, nawet w weekendy i święta. Czy to faktycznie rewolucja mająca na celu poprawę płynności ruchu, czy może po prostu sprytny sposób na zasilenie miejskich budżetów kosztem zmotoryzowanych mieszkańców i turystów?

Rewolucja w parkowaniu: Gdy centrum miasta staje się luksusem

Wielkie miasta, zmagające się z paraliżem komunikacyjnym w centrach, otrzymały nowe, potężne narzędzie do zarządzania ruchem. Nowelizacja ustawy o drogach publicznych dała miastom powyżej 100 tysięcy mieszkańców zielone światło na wprowadzanie Śródmiejskich Stref Płatnego Parkowania (ŚSPP). Autorzy zmian bronili decyzji, podkreślając, że jest to odpowiedź na „wzmożony napływ samochodów w szczycie sezonu oraz w weekendy”. Statystyki, które sugerowały, że „powierzchnia zajęta przez zaparkowane w centrach miast auta bywa większa niż całkowita powierzchnia dróg publicznych tego obszaru”, stały się oficjalnym uzasadnieniem dla restrykcji. Problem jest ewidentny – zmotoryzowani „wykorzystują każdą wolną przestrzeń do parkowania, niszcząc przy tym zieleń i dopuszczając się łamania przepisów”. Kluczowa różnica między ŚSPP a tradycyjną strefą? Możliwość pobierania opłat nie tylko od poniedziałku do piątku, ale także w dni wolne od pracy i święta.

Od zera do bohatera… drogiego parkowania. O jakie stawki chodzi?

Tutaj zaczyna się robić naprawdę interesująco, a dla portfeli kierowców – boleśnie. O ile standardowa strefa ma limit stawki godzinowej powiązany z płacą minimalną (w 2026 roku to maksymalnie około 7,2 zł), o tyle ŚSPP pozwala samorządom na sięgnięcie znacznie głębiej do kieszeni obywateli. Teoretycznie, stawka godzinowa może sięgnąć aż 0,45 proc. najniższej krajowej, co przekłada się na kwotę rzędu 21,6 zł za pierwszą godzinę postoju.

Taka kwota za 60 minut parkowania w centrum brzmi jak ostrzeżenie. Zdaniem ekspertów, głównym celem ŚSPP jest „zwiększenie rotacji aut na miejscach parkingowych”. Logika jest prosta: jeśli pierwsza godzina kosztuje krocie, kierowcy wybiorą komunikację publiczną lub po prostu zrezygnują z wjazdu do ścisłego centrum. Oczywiście, nie można pominąć drugiego, równie ważnego celu – łatani budżetu miast. Co więcej, przepisy pozwalają na tworzenie takich stref także na obszarach uzdrowiskowych i ochrony uzdrowiskowej, co z pewnością podniesie koszty kuracjuszy.

Czy polskie miasta faktycznie windują ceny do astronomicznych poziomów?

Choć potencjał finansowy ŚSPP jest gigantyczny, na razie żaden samorząd nie odważył się na wprowadzenie maksymalnego pułapu 21,6 zł. W większości miast, które już zdecydowały się na implementację nowych zasad, stawki są dalekie od tych astronomicznych wartości.

Portal Samorządowy donosi, że w miastach, gdzie ŚSPP już obowiązuje, obserwujemy różne podejścia. Najdrożej zapłacimy w Zakopanem – najwyższa stawka to 7 zł za godzinę postoju. Jest to kwota znacząca, zwłaszcza w kontekście popularności kurortu. Z kolei w Muszynie, gdzie również obowiązuje strefa, stawka jest bardziej przystępna: 3 zł za każdą rozpoczętą godzinę.

Zainteresowanie nowymi przepisami jest, jak widać, spore. Wiele miast już wdrożyło ŚSPP:

  • Zakopane (od 2 grudnia 2025 r. – tuż po wejściu przepisów, co może sugerować pośpiech)
  • Krynica-Zdrój (od 1 stycznia bieżącego roku)
  • Muszyna (również od 1 stycznia)

Na liście miast, które zamierzają pójść tą drogą, znajdują się także Mikołajki, Giżycko czy Sopot, a władze Inowrocławia i Kołobrzegu aktywnie debatują nad wdrożeniem strefy. Ta tendencja sugeruje, że ŚSPP staje się standardem zarządzania ruchem w gęsto zaludnionych lub turystycznie atrakcyjnych destynacjach, niezależnie od kontrowersji, jakie wzbudza wśród kierowców.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze