Zwały śniegu na S7: w akcji PRL-owskie pługi wirnikowe.

Jarek Michalski

Paraliż na S7 po obfitych opadach śniegu to obraz, który co roku elektryzuje kierowców, ale tym razem skala zamieszania przeszła najśmielsze oczekiwania. Wielokilometrowe korki i heroiczna walka służb drogowych z zasypaną trasą to jedno. Drugie, i zapewne bardziej intrygujące, to arsenał użyty do przywrócenia przejezdności tej kluczowej arterii – sprzęt, który dla niektórych może okazać się szokującym reliktem minionej epoki.

S7 uwięziona przez zimowy żywioł. Ciężarówki górą, a służby walczą z czasem

Sytuacja, która rozegrała się na drodze ekspresowej S7 w powiecie ostródzkim, doskonale ilustruje, jak szybko natura potrafi zetrzeć na proch nasze nowoczesne plany transportowe. Intensywne opady śniegu – nic nadzwyczajnego w północno-wschodniej Polsce, ale skalę problemu wygenerowały zatory spowodowane przez samochody ciężarowe. Jak donoszą relacje, maszyny te, niezdolne do pokonania wzniesień, stanęły w poprzek trasy, blokując ruch w obu kierunkach. Spowodowało to, że kierowcy spędzili długie godziny w wielokilometrowych, lodowatych zatorach.

Akcja ratunkowa była skomplikowana. Pługopiaskarki, często pod eskortą policji, próbowały tworzyć tzw. korytarze życia dla aut osobowych. Problem polegał jednak na tym, że ślady świeżo przejechanych pasów błyskawicznie znikały, zasypywane zarówno przez opady z nieba, jak i śnieg porywany przez wiatr z okolicznych pól. Mimo tych trudności, ruch zdołano stopniowo udrożnić, ale skala interwencji wymagała wprowadzenia do gry sprzętu, który rzadko widuje się na współczesnej autostradzie.

Pług wirnikowy: efektowny, ale powolny gigant w walce z zadymą

Kiedy standardowe pługi zawodzą, a śnieg jest ubity i nawiany na niespotykaną wysokość, na scenę wkracza prawdziwa ciężka artyleria drogowa – pług wirnikowy. Jego obecność na S7 w warunkach kryzysowych świadczy o ekstremalnym charakterze załamania pogody. Najważniejszym elementem tej maszyny, od której wzięła się jej nazwa, jest potężny mechanizm tnąco-wyrzutowy zamontowany z przodu.

Pług wirnikowy jest w stanie wyrzucać zalegający śnieg nawet na odległość ponad 30 metrów.

W teorii, to spektakularne narzędzie. W praktyce, mimo imponującego zasięgu wyrzutu, jego wydajność pozostawia wiele do życzenia w przypadku długotrwałych akcji. W skrajnie kryzysowych warunkach, pług wirnikowy potrafi udrożnić zaledwie kilkaset metrów drogi na godzinę. O ile na S7 maszyny te musiały działać sprawniej, ich obecność to wyraźny sygnał, że standardowe metody operacyjne zawiodły.

PRL-owskie legendy w służbie polskiej infrastruktury. Ziły walczą ze śniegiem

Jednym z najbardziej zaskakujących elementów tej zimowej batalii jest wiek pojazdów biorących udział w akcji. Okazuje się, że w obliczu najbardziej wymagających warunków, drogowcy GDDKiA często polegają na sprzęcie, który pamięta czasy, gdy projektowano drogi w zupełnie innej konfiguracji. Mowa tu o pojazdach, które swoje najlepsze lata świetności ma za sobą już od dekad.

We flocie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wiele tego typu maszyn pamięta jeszcze czasy PRL.

Konkretnym przykładem tych weteranów są pługi oparte na podwoziu ciężarówek ZIŁ. Olsztyński oddział GDDKiA jeszcze w 2021 roku raportował, że dysponuje ośmioma takimi „zabytkowymi” jednostkami, głównie modelu ZIŁ-a D210, produkowanego przed rokiem 1966, choć te pozostające w czynnej służbie pochodzą z lat 1972-1982. Na pierwszy rzut oka wydaje się to kuriozalne – maszyny sprzed pół wieku na nowoczesnej ekspresówce!

Jednak to nie przypadek. Te jednostki są poddawane gruntownym modernizacjom, co pozwala im utrzymać pełną sprawność techniczną pomimo archaicznej konstrukcji. Przykładem takiej inżynieryjnej gimnastyki była modyfikacja silników. Kilka lat temu w Olsztynie podjęto decyzję o wymianie oryginalnych jednostek ZIŁ-a na wysokoprężne silniki Jelcza. Efekt? Drastyczna redukcja apetytu na paliwo. Jak donoszono, zużycie paliwa spadło z ponad 40 litrów na 100 km do zaledwie około 20 l/100 km. Jeśli to nie jest dowód na inżynieryjną zaradność w warunkach często oszczędnościowych, to co nim jest? To dowód na to, że czasami stara, sprawdzona konstrukcja, odpowiednio potraktowana, okazuje się bardziej niezawodna w ekstremalnych warunkach niż najnowsza elektronika.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów